Co Ty wiesz o moim dziadku?

Od piątku w kinach komedia Co Ty wiesz o swoim dziadku (skądinąd wspaniałe tłumaczenie Dirty Grandpa). Filmu jeszcze nie widziałam, trochę napawa mnie trwogą oglądanie de Niro w roli rubasznego dziadka czyniącego śmiałe zakusy na roznegliżowane nastolatki. Jednak sama komedia na pewno niesie za sobą coś dobrego, bo zainspirowała mnie do przedstawienia światu mojego dziadka- Stanisława B., który, niech zamarznie piekło jeśli się mylę, jest prawdziwym supergościem!
Oto 10 przypadkowych powodów dlaczego:

  1. W młodości jeździł na nartach topless. Dowód poniżej.
    stanislaw
  2. Nigdy nie ogląda prognozy pogody w polskiej telewizji. Nie ufa jej. Obmyślił algorytm estymowania warunków atmosferycznych, który polega na oglądaniu pogody w… niemieckiej telewizji! A konkretniej prognozy pogody dla Monachium. Legenda głosi, że pogoda ze stolicy Bawarii dociera do nas z 1-2 dniowym opóźnieniem.
    Polen
  3. Obchodzi imieniny Łazarza tak samo hucznie jak swoje własne. Zapytany o to, z jakiej przyczyny odpowiada: „Bo tak! A co, nie wolno?”. Moim zdaniem wolno.
  4. Od czasu premiery Pearl Harbor z Affleckiem i Hartnettem raczej unika oglądania nowych filmów. Mówi, że na starość nie warto się zaskakiwać.
  5. W związku z powyższym ogląda jednak kilka filmów symultanicznie, a konkretnie lawiruje pomiędzy 3-4 kanałami, bo przecież wszystkie filmy już kiedyś widział, więc nonsensem i stratą czasu byłoby oglądanie tylko jednego długometrażu w zadanym czasie. Multiscreening u źródeł.
  6. Potrafił spotencjalizować swój nałóg tytoniowy (od 14. roku życia pali tylko mocne, czerwone, nie jakieś tam lighty!)- nauczył mnie kolorów na swoich zapalniczkach.
    zapalniczki
  7. Jego największym strachem jest to, że w tv pojawi się… Krzysztof Krawczyk. Antypatia dziadka Stanisława do KK jest wyjątkowej natury. Powodów jest wiele, ale najskuteczniej podsumowuje to cytat: „bo jest zawsze gruby i pijany”.
    KK
  8. W ramach edukacji kulturowej potrafi obejrzeć całą mszę świętą po wietnamsku.
  9. Na uroczystościach rodzinnych pije alkohol tylko wtedy kiedy ma tzw. melodię. Jest to mityczny stan, niezbadany jeszcze przez medycynę, w którym człowiek ma ochotę, sposobność, środki i infrastrukturę do tego, aby się napić. Ale ochota, podobnie jak łaska pańska, na pstrym koniu jeździ.
  10. Niedzielny poranek rozpoczyna od wysłuchania tyrolskiego jodłowania, które ma wprawić go w dobry nastrój na cały nadchodzący tydzień.

Mam nadzieję, że powyższa notka również i Was, drodzy czytelnicy, wprawi w dobry humor na kolejny tydzień (albo chociaż na poniedziałek!). Do następnego! 🙂

Reklamy

Parszywa 7 / Mistrzowie Kierownicy

Święta, sylwestry, nowe roki i koniec tej bezecnej rozpusty! Rozmaitych zmotoryzowanych powrotów czas. Ja również zaraz udaje się w 465 kilometrową podróż do naczelnej guberni naszego nadwiślańskiego raju. Oto 7 sytuacji i osobistości, które prawdopodobnie spotkam przez najbliższe 5 godzin:

  1. Rezydent lewego pasa- wersja slow
    Za jakieś 135 kilometrów pan kierownik będzie skręcał w lewo, aby uniknąć stresu już zawczasu zmienia pas i okupuje go aż do rzeczonego skrętu.
  2. Starcie tytanów
    Wszyscy znamy ten moment kiedy jeden kierowca ciężarówki postanawia wyprzedzić swojego kolegę po fachu. Trwa to bez mała tyle co przeczytanie całej trylogii Tolkiena i jest tak porywające jak fabuła Zmierzchu. W międzyczasie masz czas na to, aby się upić, przebiec maraton, wytrzeźwieć i wrócić za kółko.
  3. Telepatia
    Gdyby istniała na świecie taka magiczna siła, dzięki której można by podzielić się z pozostałymi kierowcami chęcią zmiany pasa, bądź skrętu w prawo… O czekaj, jest! Kierunkowskaz.
    kierunkowskaz
  4. Sprytny slalomista
    Sprytny i zwinny jak skrzyżowanie Lisa Witalisa i Alberto Tomby, lawiruje między pasami- to oponka w prawo, to oponka w lewo. Brawo dla niego! Szelmostwa jego wyczarowały mu bowiem całe 10 metrów przed tobą w korku.
  5. Lustereczko, powiedz przecie!
    Na trasę wyjeżdża maksymalnie 2 razy do roku, nie umie jeździć i nigdy się nie nauczy. Nawet ameba i pantofelek szybciej pojęłyby zasady ruchu drogowego. Ulubiona trajektoria jazdy to ‘prosto’ przy czym zupełnie nie interesuje go, co dzieje się na drodze. Nie wie też po co w samochodach montuje się aż tyle lusterek, podejrzewa, że z czystej próżności. Sam nigdy z nich nie skorzystał i nie skorzysta.
    no idea
  6. Zabawa w podchody
    Wyprzedza cię żwawo i zdecydowanie tylko po to aby zjechać na twój pas i zacząć się wlec. Wyprzedzasz go. Nagle przypomina sobie, że jednak może chciałby szybciej niż ty, więc znów cię wyprzedza. W konsekwencji decyduje jednak, że wolałby wolno. I tak przez kolejne 200 km.
  7. Rezydent lewego pasa- wersja nitro
    Zawsze pędzi 220km/h na ekspresowej dwujezdniowej, pojawia się nie wiadomo skąd akurat w momencie kiedy wyprzedzasz jegomościa lub dobrodziejkę po swojej prawicy. Używa absolutnie wszystkich znaków dźwiękowo-wizualnych i siedzi ci na ogonie jak kura na grzędzie.
    ogon

Szerokiej drogi! A jakie są wasze typy?

* Wszystkie typy kierowców zostały opisane męskoosobowo ze względu na to, że tak autorce było łatwiej. Pragnie ona zaznaczyć, że co powyższe odnosi się do płci obydwu.

Wrześniowe przypadki

PRZYPADEK A / Gdzie się ryjesz?
Jest po północy i choć powietrze zaczyna kąsać jesiennym chłodem stoimy, podobnie jak połowa zebranych biesiadników, na tarasie. Spoglądam na M i, jeszcze zupełnie trzeźwi, rozumiemy się bez słów. Obieramy te same współrzędne geograficzne- bar. M kulturalnie składa zamówienie, barman przyjmuje zlecenie, sprawa jest w toku. Chwilę później stawia przed nami 2 mikstury o wiadomych właściwościach. – Poprosiłbym jeszcze o słomki– oznajmia M a barman znika w ich poszukiwaniu, aby za sekundę powrócić i zwieńczyć dzieło. Podaje nam drinki, spogląda na M i mówi: „MASZ RYJU!
W końcu każdy szanujący się ryj pije przez słomkę!

ryj

PRZYPADEK 2 / Więcej niż kobieta to… ?
Współrzędne geograficzne jak powyżej. M wciąż w lekkiej konsternacji w związku z ‚RYJU GATE’, zamówienie przy barze składam zatem ja. Nagle po mojej prawicy pojawia się tzw. Absztyfikant. Z twarzy podobny do Roberta z Abstrachuje, z gadki do generycznego template’u klubowego podrywacza. Wymieniamy kilka mało znaczących zdań, jedno z nich mój rozmówca kwituje zupełnie na poważnie i z wielkim współczuciem stwierdzeniem: „Nie przejmuj się, w końcu jesteś tylko kobietą”. Spoglądam nań i od niechcenia odpowiadam: „Aż kobietą, dobrej nocy!” Resztę wieczoru spędził w towarzystwie złotych Marlboro i swojego szowinizmu.

PRZYPADEK 3 / 3.. 2..1 szukam!
Środek dnia, przechadzam się Prażką Północ. Wtem widzę jak miłośnik ortalionu, prawilności i sążnych naszyjników (‪#‎bogactwo‬) biegnie w moją stronę, daje susa w prawo i chowa się za drzewem. Napięcie zmieszane z radosnym wyczekiwaniem wyraźnie maluje się na jego licu. Zwalniam kroku, intuicyjnie wyczuwam, że zaraz stanę się świadkiem czegoś wyjątkowego. Chwilę później jego śladami przybiega malutkie, włochate stworzonko, pies niewiele większy od chomika dżungarskiego. Jegomość wyskakuje zza drzewa piszcząc: „A kuku malutka! Znowu mnie znalazłaś, moja mądra, taka kochana, taka śliczna, taka psinka, no!”. Bierze zwierzątko na ręce i razem oddalają się w stronę Wisły, a ja w zdumieniu odprowadzam ich wzrokiem aż znikną za praski horyzont.

Pocztówka z lipcowego weekendu

Scena I: Być Kamillą B.
Noc z piątku na sobotę, +/- godzina 1:00. Wchodzę do pewnego warszawskiego klubu. Zaczepia mnie młodzian, na oko lat 25, rozczochrane włosy, średni wzrost, rozciągnięty czarny sweter, ma w sobie coś z artysty. – Cześć– przemawia- muszę ci coś powiedzieć, wyglądasz zupełnie jak Kamilla Baar!To miło– odpowiadam- ładna kobieta, dobra aktorka, dzięki!A tak w ogóle– ciągnie młodzian- żeby było śmiesznie to ja mam na imię Kamil i zastanawiałem się czy może Ty też masz na imię Kamila? Kamil wlepia we mnie pełne nadziei oczy, ale niestety odpowiedź przychodzi smutna: nazywam się Natalia. Godzinę później Kamil wyłania się nagle spomiędzy tłumu roztańczonych ciał. Próbując pokonać głośną muzykę krzyczy mi do ucha: wiesz co, nie zapamiętałem jak masz na imię, ale może mogę mówić na Ciebie Kamila? Niedoszła Kamila powiedziała NIE.

Scena II: Brzydkie nogi
Godzina 4:30, ten sam klub. Jest już jasno, impreza dogasa, większość zmęczona tańcem, często też życiem, siedzi na tarasie i dokłada ostatnią cegiełkę do jutrzejszego kaca: papierosik i drineczek z wygazowaną już colą. Siedzimy i my. Czuję na sobie wzrok dwóch zalotników w średnim wieku, z twarzy podobni zupełnie do nikogo. Nie wyglądają też na szczególnie błyskotliwych, ale z drugiej strony kto o tak późno-wczesnej porze wygląda. W końcu jeden z nich, zdaje się ten wyższy, zmierza w moją stronę i przemawia: masz piękną twarz, normalnie dałbym się za nią pociąć. Groźnie, ale miło z jego strony- myślę sobie. – Ale– kontynuuje- ale nogi to masz brzydkie. I odchodzi. Ja siedzę głęboko procesując ten słodko-gorzki komplement . Dopiero po jakimś czasie dochodzi do mnie, że mam na sobie maxi-spódnicę (czyli, że taką aż do samych kostek). Wygląda jednak na to, że twarzą rajstop nie zostanę.nogi

Scena III: Opalone plecy
Dziś (niedziela), praska strona Wisły, dzika plaża przy moście śląsko-dąbrowskim. Oddaje się lekkiej rozrywce jaką jest czytanie kryminału Roberta Galbraitha (aka J.K.Rowling) zakupionego w Lidlu za 11,99pln. Jeszcze nie wiem, że za chwilę większy kryminał rozegra się na moich oczach. – Przepraszam– odzywa się głos zza krzaka- czy nie będzie pani przeszkadzało jeśli będę się tu opalał… nago? I wtem staje przede mną pięćdziesięcioletni mężczyzna w stroju Adama. Szybko odwracam wzrok, ale co zobaczyłam, tego już nie odzobaczę, niestety. – No wie pan– odpowiadam stanowczym tonem- nie będę panu zabraniała latać na golasa, ale wolałabym, żeby nie robił pan tego w moim bezpośrednim sąsiedztwie. – Rozumiem– zasmucił się golas- ale ja tak lubię kiedy kobiety na mnie patrzą. – No to źle pan trafił– ucinam. – No dobrze– mówi zrezygnowany- a powie mi pani chociaż czy opaliłem sobie plecy? Opalił.

Ucieczka z Modlina

Piątek, 3 lipca, wczesny słoneczny poranek. Przez jeszcze czystą witrynę lotniska widzę samolot z monstrualnej wielkości napisem Ryanair. To nim już za chwilę, punktualnie o 6.30 polecę do Londynu. Standardowo do bramki ustawia się chaotyczna kolejka- rodziny z płaczącymi dziećmi, jegomoście w patriotycznych koszulkach przesiąknięci zapachem strawionego alkoholu. Jest też biznesmen i wielu ludzi bez znaków szczególnych. Obsługa lotniska z wymuszonym uśmiechem sprawdza karty pokładowe i z równie wymuszonym zapałem zaprasza nas na pokład. Siadam wygodnie, na ile to możliwe w siedzeniach, które kwestionują wszelkie zasady proksemiki. Odzywa się kapitan, mówiąc, że w Londynie pogoda wyśmienita, bezchmurne niebo, ale niestety musimy opuścić pokład, bo mamy awarię. Lekko skonsternowani robimy co nakazano. Wracamy do poczekalni, równie przyjemnej co ta w publicznych przychodniach. Z napięciem wpatrujemy się w ekran, oczekując na wieści, oby tylko pozytywne! I wieści przychodzą, napisane czerwono na czarnym na małym ekraniku: lot opóźniony 9 godzin. Przez chwilę panuje absolutna cisza, ale nie trwa długo. Pęka tama wzburzonych głosów, skarg, jęków i zawodu. Drodzy państwo- mówi obsługa- proszę pod żadnym pozorem nie opuszczać terenu odprawy, bo jak państwo wyjdą to już nie będzie powrotu! 9 godzin na terminalu wielkości pudełka od zapałek- myślę sobie- i z różnorodnością sklepów porównywalną tylko z portfolio piosenek serwowanych przez RMF FM: to będzie funday! Szybko zbieram ekipę wsparcia, w końcu nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg i dzielenie beznadziejnej sytuacji. Jest 8.30 rano, kupujemy po piwie, wbrew wszelkim społecznym konwenansom. Desperate times need desperate measures! Pasażerowie lotu do Londynu- rozlega się głos w megafonie- są niezwłocznie proszeni o opuszczenie terenu odprawy i udanie sie do głównego terminala. A kto się nie zastosuje ten nie poleci w ogóle, benc! Ryanair, mój ci dwubiegunowy spóźnialski!
A my czekamy i czekamy pijąc zimną już kawę i jedząc kanapki drugiej świeżości. Ahoj przygodo!